Technolog żywienia komentuje akcję

Technolog żywienia komentuje akcję

Wawa Szpital praskiW ostatnim czasie temat posiłków szpitalnych stał się bardzo popularny. Został poruszony także w społeczności Lepszy Poród. Ruszyła akcja „Dałam życie, umrę z głodu” Nie było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, patrząc jak zmienia się sytuacja w polskich oddziałach porodowych czy patologii ciąży, kwestią czasu było poruszenie tematu jedzenia.

 

Patrząc z perspektywy czasu, dieta szpitalna niestety uległa drastycznemu pogorszeniu. Każdy z nas, albo ktoś z naszych bliskich choć jeden raz miał okazję przebywać w szpitalu. Mamy porównanie jak wyglądały posiłki 20 lat temu i wiemy jak wyglądają teraz. Wpływ na kuchnię szpitalną niestety ma ogólna sytuacja Służby Zdrowia w naszym kraju.

 

Częściej spotykamy się z sytuacją, że szpital korzysta z firmy cateringowej, niż z taką gdy szpital posiada własną kuchnię. Taka najzwyczajniej się nie opłaca, co mnie ogromnie dziwi. Niestety opłacalność w naszym kraju stoi ponad dobrem pacjentów. To jest moim zdaniem główna przyczyna tego co widzimy ostatniow kwestii jedzenia w szpitalach. Uważam za ogromną klęskę sytuację, gdy szpital zamyka kuchnię, zazwyczaj świetnie i profesjonalnie wyposażoną, po czym ogłasza przetarg dla firmy cateringowej, a po jakimś czasie ogłasza sprzedaż wcześniej wspomnianego wyposażenia. Oczywiście wygrywa firma, która zaproponuje najniższą cenę. Szpitale twierdzą, że na dostosowanie menu do potrzeb chorych nie mają pieniędzy. Brak zaś regulacji prawnych, które by mobilizowały placówki do dbania o jadłospis. Odpadają zatem koszty zatrudnienia osób odpowiedzialnych za żywienie, wody i prądu.

 

Nie chcę wnikać w kosztorysy takich sytuacji. Wolę nie komentować cen jakie proponują firmy za roczne dostarczanie jedzenia do szpitali, ale uważam, że warto się przyjrzeć temu z bliska. Dlaczego? Niestety, posiłki widoczne na zdjęciach stron internetowych firm cateringowych nie mają nic wspólnego z tym co dzieje się na naszych talerzach w czasie pobytu w szpitalu. Dieta, którą oferuje nam większość polskich szpitali jest pod kątem technologicznym na dostatecznym poziomie.

 

Jeśli chodzi o technologię obróbki pod względem mikrobilogicznym wszystko też na dobrym poziomie. Czasami aż za dobrze, bo dostajemy rozgotowane mięso i przegotowane kilkakrotnie jajka. Wszystko czyste, wygotowane, świeże i zgodne z datą. Niestety, co z tego jeżeli jest ubogo, urozmaicenie zerowe i bilans w ciągu tygodnia to jakieś nieporozumienie?

 

Rozumiem, że codziennie świeże warzywa, owoce i dodatki to w naszym kraju coś nieoczywistego. Warto by było jednak gdyby przynajmniej tygodniowy bilans wyrównywał się w minimalnym stopniu. Na to nie ma jednak szans, gdy codziennie jesteśmy karmieni głównie chlebem.

 

Nie ma mowy o jakiekolwiek estetyce podania. Uważam, że już inaczej wyglądałaby gotowa kanapka niż to wszystko osobno poukładane w pojemnikach. Nie wnikając w upodobania żywieniowe i diety( bezglutenowa, wegańska czy dieta matki karmiącej), bo to już zupełnie inny temat, w naszych szpitalach jakiekolwiek życzenie pacjenta jest traktowane jako kaprys i wybryk. Dalej idąc tą ścieżką, diety podstawowe w szpitalach (czyli „doba po”, jelitowa, wątrobowa, żołądkowa) są notorycznie nie przestrzegane. To smutne.

 

Niestety z technologicznego punktu widzenia nadal wszystko jest OK. Wszystkie posiłki oczywiście zgodnie z zaleceniami. Na śniadanie dostajemy chleb, czasami nawet dwa rodzaje, coś co wygląda na odpadki, czyli końcówkę ogórka( no bo jakoś trzeba jednego ogórka podzielić na 4 pacjentów), 1/6 pomidora, albo pasek papryki konserwowej, wszelkiego rodzaju pasty zrobione po najmniejszej linii oporu i co najgorsze – wyroby masło/sero/wędlinopodobne. Nie można liczyć na owoc czy warzywo. Wszystko podzielone na oddziały i diety. Czyli wygląda to właśnie tak jak na ostatnich zdjęciach, które krążą w internecie. Na obiad otrzymujemy z zachowaniem zasad żywienia coś co przypomina zupę, czyli wodę z minimalną ilością warzyw, przeważnie litry wody z wrzucanymi kilkoma udkami, marchewką i ryżem lub makaronem. Drugie danie często jest kontynuacją śniadania połączonego z zupą. Czyli jeśli były obierane marchewki do zupy, na pewno pojawią się jako rozgotowana papka obok śladowej ilości mięsa, a nie jako surówka. Kolacja to powtórka śniadania przeważnie, czyli kromki chleba i pozostała połówka pasztetu z śniadania. W zależności od diety pacjenta, albo od jego kaprysów najnormalniej w świecie pacjent dostaje chleb z „masłem” i kubek czegoś co zawsze przypomina herbatę i to wszystko powtarza się 3 razy dziennie. Wszystko oczywiście zależne od czasu dostarczania produktów z firmy cateringowej.

 

Po raz kolejny nie wnikając w dzienną stawkę żywieniową, można popularnie porównać żywienie szpitalne do tego więziennego, dla mnie nawet do przedszkolnego. Znam żywienie przedszkolne bardzo dobrze i wiem, że w stawce 5,50/ za dzień intendenci starają się i posiłki wyglądają bardzo dobrze. W ciągu pięciu dni dieta bilansuje się bardzo dobrze, wystarczą chęci i dobra wola. Problemem nadal jednak są diety wegańskie albo bezglutenowe, kłopotem jest też chyba nasza kultura. Dla szpitali mało ważne jest dobro pacjenta pod względem jedzenia. Nie przejmują się w tej chwili czy kobieta po ciężkim porodzie, czy unieruchomiony mężczyzna po wypadku i operacji potrzebują szczególnej troski pod względem odżywiania. Wszyscy są traktowani jakby jednakowo, czyli według mnie obojętnie i z ignorancją. Ogólnie posiłki wyglądają obrzydliwie. Lekarze dobrze wiedzą jak ważna jest dieta człowieka który znalazł się w szpitalu.

 

Wiem jak wygląda żywienie człowieka w szpitalu z obu perspektyw, i pracownika, i pacjenta. Jeśli nie wiadomo o co chodzi z całym zamieszaniem, to wiadomo, najpewniej chodzi o pieniądze. Uważam, że szpital i firma cateringowa to dwie różne bajki. Wiem, że żywienie zbiorowe to trudna bajka, przygotowanie posiłków dla kilkuset pacjentów to mega wyzwanie, ale jest możliwe! Ważne są chęci i dobra wola i nie wystarczy pochwalić się wdrożonym systemem HAACAP. Jest to temat rzeka i sądzę, że tego typu akcje są jak najbardziej potrzebne.

 

 

 

autorką tekstu jest Magdalena Matusiewicz – technolog żywienia z doświadczeniem w pracy w szpitalu

Podaj dalej!Pin on Pinterest0Share on Facebook29Share on Tumblr0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+0

ABOUT AUTHOR

psycholog, seksuolog, doula, hipnoterapeuta, autorka programów z serii „Cud Narodzin” (www.cud-narodzin.pl). Prywatnie mama dwójki chłopców. Wierzę, że działanie na rzecz dobrych narodzin to istotny wkład w budowanie spełnionych matek i szczęśliwych dzieci!