Kobiety muszą odzyskać poród – komentarz Karoliny Piotrowskiej do Raportu

Kobiety muszą odzyskać poród – komentarz Karoliny Piotrowskiej do Raportu

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO

We wrześniu 2014 pracowałam z kilkoma kobietami, które miały trudne doświadczenia okołoporodowe. Właściwie miałam wrażenie, że wszędzie gdzie się nie ruszę spotykam kobiety z trudnymi doświadczeniami okołoporodowymi. Jakbym je do siebie przyciągała. Co było zadziwiające, bo od kilku już lat pracowałam intensywnie na rzecz odczarowania porodu. Byłam już wtedy rozpoznawalna jako autorka polskiego programu do hipnoporodu, czyli porodu w głębokiej relaksacji i jako psycholog pracujący z parami przygotowującymi się do świadomych narodzin.

Ale wtedy, w ciągu miesiąca, na mojej kanapie usiadło 5 kobiet i właściwie wszystkie z nich mówiąc o porodzie, który się niedawno odbył użyły zdania „najważniejsze, że mam zdrowe dziecko”.

Szczerze – prywatnie nienawidzę tego sformułowania.

Trudno z tym dyskutować, że zdrowie dziecka jest wartością najwyższą… ale czemu mamy wybierać między zdrowiem dziecka a szczęściem i zdrowiem matki?  To zdanie-wytrych, które zamyka kobiecie możliwość opowiedzenia o tym, co się wydarzyło. A kobiety potrzebują opowiadać. Doświadczenie porodu jest tak niezwykłe, ze potrzeba czasu i werbalizacji, aby je w pełni oswoić, zrozumieć i zintegrować ze swoją historią życia.

W czasie pracy z tą piątką uświadamiam sobie po raz kolejny, że poród jest ważny. Sposób, w jaki rozpoczyna życie nowy człowiek ma znaczenie. I to na bardzo wielu płaszczyznach: począwszy od samego faktu, że oto rodzi się człowiek, przez to jak doświadczenie to wpływa na tworzenie się więzi, na samoocenę kobiety czy jej dalsze relacje miłosne i partnerskie. Rodzi się we mnie przekonanie, że łatwiej uratować poród niż zbierać kobiety, które doświadczyły traumy. Innymi słowy: dociera do mnie, że potrzebujemy prewencji, czyli właściwie wszystkiego tego co już w tamtym okresie robiłam… i zrozumiałam, że to co robię, to po prostu jest nieodpowiednia skala. A po drugie, że zanim przejdziemy do dobrych opowieści musimy wyczyścić trochę nasze podwórko. Jest taka maksyma „jeśli w kłótni rodzi się wojna, to w prawdzie rodzi się pokój” – trzeba stawić czoła smutnej prawdzie pomyślałam.

LEPSZY PORÓD OD PODSZEWKI

Wtedy zrodziła się idea akcji Lepszy Poród. Zaczęło się skromnie – zebrałam grupę kobiet, które chciały działać i miały podobne odczucia. Stworzyłyśmy stronę i teksty. Ale to nadal było za mało. Więc powstała petycja o wdzięcznym tytule „Stop łamaniu prawa na porodówkach”. A zaraz za petycją ruszyła akcja z kartkami. Na facebooku, w gazetach, w telewizji – wszędzie zaczęły się pojawiać kobiety trzymające swoje Kartki ze wspomnieniami z porodu. Wszystkie z hashtagiem #lepszyporód, wszystkie z prawdziwymi doświadczeniami i emocjami.

Niektóre były prawdziwie dramatyczne. Czytałyśmy je i nie mogłyśmy uwierzyć. Wtedy głos zabrało kilka poożnych wysuwając dwa postulaty. Po pierwsze, że akcja tylko straszy kobiety ciężarne oraz po drugie, że nie wszystkie porody są złe. Pierwszy postulat oczywiście wynikał ze strachu przed krytyką. Natomiast drugi był rzeczywiście ciekawy. Zaczęłam się zastanawiać: jak wiele kobiet dobrze wspomina poród? Jak często było łamane prawo? Dlaczego nikt tego nie wie?

RAPORT PRZESTRZEGANIE PRAWA NA PORODÓWKACH

Wtedy, w ciągu 48h, po rozmowach telefonicznych z położnymi, prawnikami i dzięki uprzejmości serwisu ankietka.pl powstał internetowy kwestionariusz. Po zamknięciu możliwości oddawania głosów okazało się, że w tym badaniu wzięło udział przeszło 6 tysięcy kobiet, z czego blisko 4 tysiące urodziły dziecko w okresie, gdy obowiązywały tak zwane Standardy Opieki Okołoporodowej. WOW. Potraficie to sobie wyobrazić…. to olbrzymia liczba.

Do Raportu, który właśnie został opublikowany wzięto po uwagę odpowiedzi kobiet, które rodziły w okresie od 10.2012 do 03.2015 – są to więc dane bardzo świeże i aktualne. Łączna liczba respondentek z tego okresu to 3955 kobiet. W ankiecie zadałyśmy 32 pytania. Wszystkie uzyskane cyferki znajdziecie wchodząc na stronę www.lepszyporod.pl/raport – ja podzielę się z Wami tylko 5 liczbami, które wydały mi się szczególnie zastanawiające oraz tym, co z nich wynika, a miejsca na to w Raporcie zabrakło, gdyż nie są to rozważania stricte naukowe.

64% kobiet, które wzięły udział w tym badaniu dostało syntetyczną oksytocynę

Wiecie jak to działa, prawda? Skurcze macicy stają się częstsze i silniejsze co ma skrócić czas trwania porodu. Zastanawialiście się na jakiej podstawie wiadomo, że poród należałoby skrócić? Czy któraś z mam zapytała o to swojego lekarza? Albo jeszcze lepiej, poproście o metodologię z badań na których bazują wytyczne dotyczące czasu trwania porodu… (jeśli nie chcecie czekać znajdziecie to na tej stronie)

53% rodzących naturalnie respondentek miało nacięte krocze, w tym 30% bez pytana ich o zgodę!

Za każdym razem, gdy o tym pomyślę pęka mi serce. Naprawdę. Być może to moje „zboczenie zawodowe” jako seksuologa, być może świadomość tego, że WHO mówi, że odsetek nacięć nie powinien przekraczać 15%, albo smutne skojarzenia, które mam z okaleczaniem żeńskich narządów płciowych czy szerzej z przemocą seksualną nie pozwalają mi przejść obojętnie obok tych liczb.

Rozumiem trudną sytuację położnych, które ryzykują własną pracę sprzeciwiając się lekarzowi. Rozumiem że krocze może pęknąć. Jednak mimo to: krocza nie nacinają się same, a badania naukowe, które znam a dotyczą tego tematu podają, że pęknięcia dla kobiety są lepsze niż nacięcia. Najbardziej jednak bulwersuje brak pytania o zgodę przy tak poważnej ingerencji w narządy intymne.

Jedynie 24% noworodków miało pełny kontakt skóra do skóry…

Niespełna 10% kobiet urodziło w pełni fizjologicznie, czyli bez żadnych interwencji medycznych.
Ponad 30% naszych respondentek uznało, że ich prawa w czasie porodu zostały złamane… ale jednocześnie tylko 1% złożył w tej sprawie skargę.

Popatrzcie na te liczby… czy znacie jakąś inną sytuację, w której mówiłoby się do dorosłego człowieka „słuchaj, to nic że Twoje prawo zostało złamane, najważniejsze, ze już po wszystkim” Dlaczego chcemy stwierdzeniem „najważniejsze, że masz zdrowe dziecko” zamknąć kobietom usta. Czy ich emocje i ich doświadczenia nie są ważne? Czy przysługujące im prawa nie obowiązują na salach porodowych?

Ten raport nie jest podsumowaniem, powinien być potraktowany jako początek. Te gorzkie liczby pokazują całą masę rzeczy, problemów, tematów o których można i trzeba dyskutować. Część, z tych najważniejszych zagadnień opisałam w raporcie, który od dziś możecie pobrać ze strony Lepszego Porodu. Serdecznie polecam zajrzeć tam i zapoznać się ze szczegółami dotyczącymi prawa i trudności na porodówkach. Ale poza liczbami z tego badania wyłaniają się jeszcze dwa, dość przykre wnioski, które w Raporcie się nie znalazły.

DWA WNIOSKI

Po pierwsze i dość oczywiste: prawa kobiety rodzącej po prostu nie są przestrzegane. Są martwe. Zaś chyba jeszcze trudniejsze do zaakceptowania: kobiety na to pozwalają. To przykra prawda. Możecie powiedzieć „ja nie pozwoliłam”, „mnie nikt nie zapytał” albo „nie mogłam wybierać”… ale ja się wtedy zapytam: gdzie jest Twoja skarga? Co zrobiłaś, aby na to nie pozwolić? Gdyby pisanie skarg stało się nową modą gwarantuję, że praktyki na oddziałach szpitalnych zmieniły by się bardzo szybko.
Niestety, sytuacja porodu jest wyjątkowa pod wieloma względami. Ogrom emocji, intensywność samego wydarzenia, jego niecodzienność, a przede wszystkim tak wielkie zaangażowanie kobiety w rodzenie, że zwyczajnie może nie mieć siły by „walczyć” o swoje. Zresztą mówienie o porodzie w kategoriach walczenia ma w sobie coś nieprzystającego.

Po drugie, proszę zwróćcie też uwagę na jedną znamienną rzecz: kobiety utraciły wiarę w to, że potrafią urodzić. Dziś, kiedy na zajęciach szkoły rodzenia pytam kobiety z czym kojarzy im się poród odpowiedzi jakie słyszę to zwykle „masakra”, „rzeź”, „pomyłka”… a jednocześnie żadna z nich nie widziała wcześniej jak wygląda poród naturalny. Ich całe wyobrażenie o akcie rodzenia bazuje na historiach zasłyszanych od koleżanek, które już rodziły. A te, jak wiemy z Raportu, w zdecydowanej większości nie doświadczyły porodów fizjologicznych. Mogą więc jedynie opowiedzieć o porodzie zmedykalizowanym. Niespełna 10% z naszych ankietowanych urodziło naturalnie, a z tego ponad 2% rodziło w domach bądź domach narodzin.

Czy to znaczy, że gdyby nie interwencje i zabiegi medyczne nie przetrwalibyśmy? Czy nasz gatunek dla swojego istnienia potrzebuje syntetycznej oksytocyny i epizjotomii?

Nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że lekarze odwalają kawał dobrej roboty. To m.in. dzięki ich pracy coraz mniej matek i dzieci umiera podczas porodu. Nowoczesny sprzęt daje możliwość śledzenia patologii i bardzo wczesnych interwencji ratujących życie. Chwała im za to! Tam gdzie są potrzebni są wręcz niezbędni, aby uchronić kobietę i dziecko od tragedii… ale logika nie pozwala mi uwierzyć, że jest to aż 90% przypadków. Chyba ktoś się tu zagalopował….

Zresztą prowadziłam tą dyskusję z lekarzami nie raz i wiem do czego ona zwykle prowadzi. Pada zdanie w stylu „ale dzisiaj to pacjentki chcą cesarek!”. A ja sobie myślę „Serio?! Dziwisz się?! Halo tu ziemia! Popatrzcie na te cyfry: 64% rodzących naturalnie dostaje oksytocynę a tylko niespełna 30% znieczulenie! Co druga kobieta ma nacinane krocze! Naprawdę dziwisz się, że przychodzą do Was i chcą cesarki na życzenie?” Ale zachowuję zimną krew i mówię „a pokazałeś jej jak wygląda naturalny poród?”.

I tutaj występuje pewne znaczące nieporozumienie. Tak zwany „szum komunikacyjny”. Używamy tej samej nazwy by opisać dwie bardzo różne sytuacje.Ja, gdy mówię poród naturalny mam na myśli poród zupełnie naturalny, w rytmie i tempie kobiety, z nią jako centrum tego wydarzenia a całą resztą jako dodatkiem cicho czuwającym nad jej zdrowiem na zasadzie asekuracji. Lekarz, gdy mówi poród naturalny często myśli o średnim tempie rozwierania się szyjki macicy, interwencjach i możliwych komplikacjach.

Do dziś pamiętam wypowiedź wybitnego położnika Micheala Odenta w filmie „Porodowy biznes”. Powiedział on, że prawie żaden lekarz nie widział porodu w pełni naturalnego! Jestem niezmiernie ciekawa ile młodych położnych widziało taki poród…. jest to pytanie jak najbardziej na miejscu patrząc na uzyskane w Raporcie dane. Skoro jedynie trochę ponad 7% porodów w szpitalu wśród naszych respondentek zakończyła się w pełni naturalnie. W takim układzie: czego uczy się młode pokolenie położnych i lekarzy? Poród stał się ryzykiem i chorobą, a nie naturalnym, fizjologicznym procesem.

ODZYSKAĆ PORÓD

Obrzydziliśmy młodym kobietom to, co jest w swojej istocie piękne, wzniosłe i naturalne. Stworzyliśmy atmosferę strachu i zaszczucia. Wszystko to sprawiło, że dla wielu kobiet mniej ryzykowne wydaje się oddanie się w ręce lekarza ze skalpelem niż urodzenie naturalne dziecka. Co jest paradoksem, bo pod względem bezpieczeństwa, w całej historii gatunku ludzkiego, nigdy nie było tak dobrych czasów do rodzenia.

Strach przed porodem jest żywy. Gdy rozpoczynałyśmy akcję Lepszy Poród słyszałyśmy ciągłe pytania „a nie boisz się, że ktoś to źle odbierze? Że przeczyta to jakaś dziewczyna w ciąży? Nie boisz się, że Cię zwolnią z pracy? Nie martwisz się, że ktoś się zacznie bać?” Mówiąc szczerze – jestem pierwsza do tego, aby mówić kobietom w ciąży, że mają prawo się bać. Dlaczego miałyby się nie bać? Skoro czują strach, to czemu mają go nie wyrażać? Mówienie o lęku jest pierwszym sposobem na oswojenie go! Poza tym, chociaż jako ludzie jesteśmy tak skonstruowani, że unikamy sytuacji w których czujemy dyskomfort, to jednak lęk jest ważnym komunikatem. To sygnał, że dzieje się coś co rozumiemy jako zagrażające. I takie spojrzenie na poród jest wyzwalające! Skoro rozumiem, że coś może być zagrażające to mam dwa wyjścia: uciec lub skonfrontować się. Gdy przełamuję barierę lęku i stawiam czoła samej sobie mam szansę na rozwój. Mogę zacząć analizować co mnie tak naprawdę przeraża? Czego boję się najbardziej? Czy są jakieś sposoby, aby temu przeciwdziałać? Jak często się to wydarza? Pojawia się cały arsenał pytań pomocniczych. Okazuje się, że ze strachu można wyjść. Można go zaakceptować. Można oswoić. Powiedzenie „przestań, nie ma czego się bać” albo „tyle rodziło to i ty dasz radę” nie stwarza takich możliwości.

Kiedy podejdziemy do strachu uczciwie musimy przyznać, że kobiety mają prawo się bać. Liczby z Raportu tylko potwierdzają ich powody do obaw. Ale pamiętajmy też, że na strach są lekarstwa. Jednym z nich jest wiedza.

Stworzenie planu porodu może nie jest racjonalne z medycznego punktu widzenia, bo każda położna wie, że w czasie rzeczywistej akcji porodowej cały plan może pójść w łeb. Ale jest niezmiernie istotne z punktu widzenia edukacyjnego i psychologicznego. Kobieta, która stworzyła plan porodu wie co się może wydarzyć na porodówce, zna swoje prawa i opcje, wie o interwencjach medycznych, ma swój pomysł na to jak sobie radzić z bólem. A dzięki temu wszystkiemu zyskuje poczuje sprastwa w porodzie.

Kolejnym elementem odzyskiwania porodu, po tym jak przyznamy się do lęku i wyciągniemy z niego wnioski, gdy już wyedukujemy kobietę należy dać jej „nową zabawkę” – rzecz, którą będzie obracać w myślach, wizualizować, afirmować. Tutaj pojawiają się dobre opowieści porodowe. Brakuje dobrych, pozytywnych, wzmacniających historii porodowych. Brakuje filmów przedstawiających poród dobrze i spotkań z rzeczywistymi, realnymi, namacalnymi kobietami, które mają takie dobre doświadczenia. A to właśnie ich świadectwo o tym jaki może być poród jest tym, co może zachęcić do szukania innego sposobu na poród.

Jeśli z akcji Lepszy Poród i z tego Raportu masz zapamiętać tylko jedną rzecz, to proszę, niech to nie będą liczby. Zapamiętaj raczej, że wieje wiatr zmian, że kobiety muszą na powrót odzyskać poród, oswoić go, wpasować w ramy swojego życia. Poród jest doświadczeniem ważnym, granicznym, jednym w swoim rodzaju. Na świat przychodzi i dziecko, i matka. Utracenie połączenia poród-kobiecość-seksualność jest w szerokiej perspektywie krzywdzące dla kobiet, stwarza pole do nadużyć. Kobiety świadome siebie, swojej seksualności, swojego ciała, swojego nastawienia są w stanie przywrócić poród do naturalności. Odzyskać go – dosłownie i metaforycznie.

Podaj dalej!Pin on Pinterest0Share on Facebook254Share on Tumblr0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+0

ABOUT AUTHOR

psycholog, seksuolog, doula, hipnoterapeuta, autorka programów z serii „Cud Narodzin” (www.cud-narodzin.pl). Prywatnie mama dwójki chłopców. Wierzę, że działanie na rzecz dobrych narodzin to istotny wkład w budowanie spełnionych matek i szczęśliwych dzieci!