Wpływ doświadczenia porodu na funkcje seksualne kobiet

Karolina Paulina Piotrowska

Wpływ doświadczenia porodu na funkcje seksualne kobiet

Warszawa, maj 2014 r.

„Nowoczesne położnictwo ignoruje fakt, iż poród, narodziny i wczesny okres noworodkowy są
integralnymi częściami seksualnego życia kobiety.”
Michel Odent

W ciągu ostatniego stulecia poród w kulturze zachodniej  stał się wydarzeniem
medycznym.  Z domowego zacisza został przeniesiony  na sale porodowe wielkich szpitali.
Przestal być sytuacja intymną, celebrowaną wśród dobrze znanych akuszerek i rodziny (19).
Niektórzy mówią wręcz,  że został odarty z duchowości, a często również ze zwykłego
człowieczeństwa (1, 2), same szpitale zaś porównywane bywają  do „fabryk” , w których
opieka nad matką i dzieckiem jest podobna do linii produkcyjnej (3). W tych niesprzyjających
warunkach akt rodzenia stracił swoją naturalność. Zamiast procesu fizjologicznego
przypisanemu każdemu gatunkowi stał się pełen procedur i interwencji medycznych.
Związane jest to bezpośrednio z rozwojem technologii i dążeniem do tego, aby wskaźnik
śmiertelności okołoporodowej malał (2). Z jednej strony narodziny stały się bezpieczne dla
matki i dziecka jak nigdy dotąd w całej naszej historii, z drugiej coraz więcej kobiet
świadomie rezygnuje ze wszystkich lub z części procedur medycznych czując,  że są one
zbędne lub wręcz przeszkadzające w akcie rodzenia (2,4,16). Opieką okołoporodową zajęli
się lekarze i jedynie w nielicznych ośrodkach służby zdrowia kultywowane są praktyki
dawnych akuszerek, które w niefarmakologiczny sposób łagodziły ból oraz przyspieszały
poród (4). W efekcie szpitalna rutyna i procedury stworzone z myślą o tym, by pomagać
kobietom cierpiącym ze względu na patologiczny przebieg ciąży i/lub porodu stały się
uogólnione na wszystkie rodzące.
Wszystko to sprawia, że w dzisiejszym społeczeństwie poród kojarzony jest o wiele bardziej z
procesem medycznym, potencjalnie niebezpiecznym i wymagającym asysty lekarza, niż z
przejawem naturalności i seksualności. Znamienny jest również fakt,  że zupełnie utracone
zostało połączenie porodu z seksualnością, tak jakby jedno z drugim nie miało nic wspólnego,
jakby ciąża, a później narodziny nie były kontynuacją intymnego uniesienia (4). Zapomniano
również jak bardzo narodziny,w  swej naturalnej formie podobne są do zbliżenia płciowego.
Tracąc to połączenie poród – seksualność  powstała pustka, która jest miejscem potencjalne
niebezpiecznym i stwarzającym przestrzeń do nadużyć. Inna jest bowiem rola partnera i
towarzysza, który podąża za kobietą w naturalnym i seksualnym akcie narodzin, a inna jest
rola lekarza, który towarzyszy pacjentce w sytuacji medycznej. Zanik połączenia poród –
seksualność widać  wyraźnie choćby na przykładzie tego,  że od dawna mamy prawa
chroniące kobietę przed gwałtem, dające gwarancję niezależności i wolności seksualnej.
Prawa te miałyby doskonałe zastosowanie również w odniesniu do sytuacji porodowej.
Jednak odzielenie porodu od jego seksualnej natury  sprawiło,  że potrzebne stały się nowe
przepisy prawne, które gwarantować będą kobietom rodzącym to, co zdawałoby się jest
należne każdej jednostce ludzkiej – poszanowanie, intymność, wolność wyboru. Co
znamienne prawo te ustalił Trybunał Europejski dopiero w konsekwencji sprawy „Ternovsky
przeciw Węgrom”, podkreślając, że każda kobieta powinna mieć wolność wyboru miejsca i
sposobu porodu (5). Spostrzeżenie to powinno budzić zdziwienie i ciekawość jak do tej pory
traktowane były kobiety na porodówkach.

Poród    jako    wydarzenie    medyczne

„Historia położnictwa jest w dużej mierze jest historią odbierania matce jej głównej roli w
narodzinach dziecka” (4). Rozpoczęła się w XVII w. we Francji, gdy kobieta została
zmuszona do leżenia w czasie porodu tak, aby położnik mógł łatwiej wykorzystać kleszcze.
Kolejnym ważnym okresem był okres emancypacji kobiet, który zbiegł się w czasie z
postępem medycyny i rozpowszechnieniem się narkotycznych form znieczulenia. Sufrażystki
zaczęły domagać się, by rodzącym kobietom na masową skalę pozwolono korzystać z tej
formy anestezji. Nie zdawały sobie sprawy,  że w rzeczywistości dostępne wtedy leki
wpływały nie tyle na zmniejszenie bólu co na jego zapamiętywanie – w efekcie, kobiety
rodzące przywiązywane były do szpitalnych łóżek i zostawiane samym sobie (2).
W ten sposób mężczyzna (gdyż z reguły to mężczyźni byli lekarzami) wkroczył w  świat
narodzin i wypierając z niego akuszerkę-położną przejmował władzę nad kobietą rodzącą.
Opiekun ten, choć zapewne miał dobre intencje, wprowadził wiele zmian do aktu rodzenia –
nakazał stałe monitorowanie płodu, aby dostatecznie wcześnie wychwycić wahania tętna;
zmusił do rodzenia w pozycji lężącej, by mógł lepiej posługiwać się przyrządami
medycznymi; wprowadził leki uśmieżające ból, aby zmniejszyć rolę kontaktu
interpersonalnego (Jak pokazują badania rola wsparcia w czasie porodu jest nie do przecenienia. Troskliwe, pełne szacunku i
akceptacji wsparcie wykwalifikowanej douli oraz zapewnienie odpowiednich intymnych warunków zmniejsza
konieczność podania leków znieczulających od 10 do 60% przypadków. Więcej na ten temat można przeczytać
w książce „Cesarskie Cięcie” M. Odent ). Cały proces porodu przeniesionego do szpitala to proces pomocy matce w
urodzeniu, tak jakby ktoś zabrał kobietom moc przynależną wszystkim samicom niezależnie
od gatunku – moc rodzenia.
Historia współczesnego położnictwa to w istocie historia coraz to nowych procedur
medycznych, gdzie częstokroć jedna interwencja wymusza wykonanie kolejnej. W ten sposób
wywołana „kaskada interwencji medycznych” może prowadzić kobietę, która zaczęła rodzić
naturalnie prosto na blok operacyjny (2).
Poród przeniesiony do szpitala w większości przypadków różni się od porodu poza szpitalem.
Pierwszą różnicą zdaje się być fakt, że kobiety w warunkach dla siebie znajomych nie tracą
kontroli nad sytuacją, podczas gdy już wchodząc do szpitala ciężarna sadzana jest na wózku i
traktowana jest jak pacjentka. Onieśmielona otoczeniem aparatury medycznej i nieznajomego
personelu medycznego zmuszona jest do dostosowania  się do panujących w danym miejscu
norm i procedur – np. do normy czasu przeznaczonego na poród, normy pozycji do rodzenia.
Szczególnym nieszczęściem są zaś konsekwencje tej utraty kontroli i konieczności
dostosowania się do panujących procedur, których skuteczność bywa często co najmniej
wątpliwa (6). Typowe interwencje medyczne, takie jak  przebicie pęcherza płodowego,
podanie syntetycznej oksytocyny czy też leków narkotycznych stosowane bywają nie dlatego,
że rodząca tego wymaga, a dlatego że tak zwykło się robić (2, 4, 6). Dającym wiele przykrych
konsekwencji a jednocześnie wykonywanym nagmiennie (u 80% rodzących w Polsce kobiet
wg. Fundacji Rodzić po Ludzku) i bez większych wskazań zabiegiem medycznym jest
epizjotomia, to jest nacięcia krocza. Kobieta w szpitalnym gmachu często traci swoją
podmiotowość i zamiast być aktywnym uczestnikiem, a wręcz kreatorką biegu wydarzeń
musi dostosować się do sztywnych ram i wymagań personelu medycznego.
Jednocześnie należy tu zaznaczyć,  że nie oznacza to wcale,  że ludzie otaczający kobiety w
czasie porodu są w stosunku do nich  źle nastawieni bądź celowo okrutni. Zakładam,  że w
większości wykonują swój zawód z należytą troską i odpowiedzialnością. Winą, za taki stan
rzeczy prędzej należałoby obarczyć procedury, którym poddany jest zarówno personel jak i
rodząca, a które nie służą dobrze całej sytuacji okołoporodowej. Drugim istotnym czynnikiem
w tej układance jest fakt, że niewielu współczesnych lekarzy miało możliwość uczestnictwa w
porodzie w pełni fizjologicznym – oznacza to,  że nie mają przygotowania by w takim
wydarzeniu uczestniczyć i nie wiedzą jak wspierać rodzącą naturalnie kobietę (4, 8, 20)
Widać wyraźnie,  że spojrzenie na akt narodzin, jak na część naturalnego i jednocześnie
seksualnego fragmentu  życia stoi w sprzeczności z tym, co w dzisiejszym  świecie jest
doświadczeniem większości kobiet. Przedstawiany w hollywoodzkich filmach obraz narodzin
buduje wśród młodych kobiet głównie strach i niepewność. Brak społecznie dostępnych
pozytywnych przekazów dotyczących rodzenia sprawia,  że w narodzinach coraz częściej
widzimy głównie cierpienie a nie wyraz miłości i kobiecej siły. Strach ten potęguje stale
rosnąca liczba wykonywanych cesarskich cięć (wskaźnik rozwiązań drogą operacyjną w
niektórych krajach, np. w Brazylii przekroczył już 50%), a z drugiej strony rosnąca liczba
„cesarek na  życzenie” jest odzwierciedleniem niezgody kobiet na  doświadczanie porodu
pochwowego. Jednocześnie WHO rekomenduje,  że odsetek ciąż zakończonych cesarskim
cięciem nie powinien przekraczać 15%. Na przykładzie praktyki prowadzonej w USA przez
bodajże najsławniejszą położną na  świecie, Inę May Gaskin widać, że wskaźnik ten można
obniżyć jeszcze bardziej – w jej ośrodku porody w domu kończy z powodzeniem przeszło
94% kobiet, w przypadku niespełna 6% konieczny jest transport do szpitala, z czego jedynie
1,7% porodów kończy się na drodze cesarskiego cięcia (21).

Zagubione    połączenie    –    seksualność     porodu

W ujęciu biologicznym i ewolucyjnym główną funkcją aktu seksualnego jest płodzenie
potomstwa. Mówiąc innym, często powtarzanym wyrażeniem „przedłużenie gatunku”. Nawet
w tych popularnych w mowie potocznej określeniach nie implikuje się bezpośrednio aktu
seksualnego z aktem rodzenia. Jedynie w domyśle wiemy, że spłodzone potomstwo musi w
jakiś sposób pojawić się na świecie. Narodziny są więc naturalną konsekwencją aktywności
seksualnej.
Kolejnym jasnym połączeniem porodu z seksualnością jest anatomiczna budowa ludzkiego
ciała. Narządy rozrodcze i narządy seksualne to te same rejony określane często zbiorczą
nazwą „narządów intymnych”.
Narodziny dziecka są tym wydarzeniem, w którym najsilniej widać odrębność płci. To
doświadczenie dane jest jedynie kobiecie. Podczas gdy  wzwód bądź wytrysk przypisany
głównie mężczyznom można zaobserwować również u niektórych przedstawicielek płci
pięknej, tak akt rodzenia nie ma odpowiednika w męskiej fizjologii.
Osoba, która uczestniczyła kiedykolwiek w pełni naturalnych narodzinach, w których prawa i
potrzeby rodzącej kobiety były respektowane, a ona sama czuła się szanowana, ważna i
bezpieczna na pewno zauważyła podobieństwo aktu rodzenia do aktu seksualnego. Główne
potrzeby rodzącej to poczucie intymności, częstokroć przygaszone  światło, zaciszne
pomieszczenie, wygodna pozycja i możliwość skupienia się na własnym ciele oraz
doznaniach z niego płynących, skierowanie uwagi do  środka. Możliwe jest to wśród ludzi,
przez których kobieta czuje się akceptowana i szanowana, gdy nie musi obawiać się oceny i
może puścić hamulce, pozwolić sobie na oddanie się zwierzęcej, instynktownej części samej
siebie (7,8,4).
Kobieta rodząca wydaje odgłosy zbliżone do odgłosów spółkowania, które wraz z postępem
porodu stają się coraz wyraźniejsze analogicznie do westchnień i jęków wydawanych przez
kochankę w czasie aktu miłosnego (4,7). Doświadczone położne po rodzaju i głośności są w
stanie określić na jakim etapie porodu znajduje się kobieta, podobnie jak wprawny kochanek
potrafi poznać ile jeszcze czasu potrzebuje jego partnerka do kulminacji (8).
Również hormonalnie akt rodzenia przypomina akt seksualny. W czasie stosunku w
kobiecym ciele wytwarza się koktajl hormonalny z oksytocyny, serotoniny i endorfin, te same
substancje chemiczne są widoczne w czasie porodu. Co więcej, oksytocyna jest niezbędna do
tego, aby poród postępował. Dlatego, gdy w czasie narodzin tempo akcji zaczyna spadać
położna może poprosić parę aby okazała sobie ciepłe uczucia – pocałunki, stymulacja
brodawek piersiowych czy nawet masaż łechtaczki to sposoby na naturalne przyspieszenie
porodu (7,8). Jednak w warunkach szpitalnych, nie dających intymności oraz stwarzających
poczucie chłodu i ciągłego bycia obserwowanym takie aktywności seksualne nie wszystkim
parom będą odpowiadały. W szpitalach podaje się więc synetyczną oksytocynę, aby pobudzić
czynność skurczową macicy, choć doskonale znane są efekty uboczne jej stosowania (6,7).
Mało znanym aspektem narodzin jest możliwość osiągnięcia orgazmu w czasie aktu rodzenia.
Wszystkie powyższe porównania porodu i aktu seksualnego dają pewną odpowiedź na
pytanie czy jest to możliwe. Jednoznaczne potwierdzenia dają kobiety, które doświadczyły
„orgazmicznych narodzin”. W książce „Guide to childbirth” Ina May Gaskin powołuje się na
przeprowadzoną przez siebie ankietę w której wzięło 151 kobiet i w grupie tej aż 21% miało
odczucie orgazmu w czasie porodu naturalnego.  Kolejna grupa opowiadała nie tyle o
orgazmie co o odczuciu euforii. Jak zauważa autorka ankiety doświadczenie to bywa rzadko
omawiane publicznie oraz rzadko jest w ogóle rozpoznawane przez personel medyczny, gdyż
w większości przypadków ma miejsce, gdy kobieta rodzi bez interwencji medycznych oraz
bez leków narkotycznych czy przeciwbólowych (w domyśle: czyli poza placówką służby
zdrowia)(7). Krótki opis ekstazy, w czasie porodu znalazł się również w niedawno
opublikowanej książce Jannette Kalyta (Kalyta, 2014, s.232): „Wielu kobietom, ku ich
radości, dane jest na szczęście mieć dobry kontakt ze swoją kobiecością. Czasami docierają w
głąb siebie bardziej, niżby się tego spodziewały. I to właśnie poród je tam prowadzi. (…)
Uklękła na kolanach, zarzuciła rękę Marcinowi na szyję, przyciągnęła go do siebie i zaczęła
namiętnie całować. Drugą ręką pod wodą dotykała swojej łęchtaczki. Gdy zaczął się skurcz,
nie przerywała pocałunku. Marcina (…) zamknął oczy, czule ją objął i skupił się na
całowaniu.(…)
– Teeeraaaz – Łucja wydała przeciągły krzyk, a raczej jęk rozkoszy. Po chwili długie włoski
Witusia falowały pod wodą. Reszta ciałka wypłynęła z łatwością razem z kolejną falą
orgazmu rodzącej.” (3).
Fenomen ten, który w myśl przytoczonej wyżej ankiety w sprzyjających warunkach dostępny
był co piątej rodzącej, powoli wychodzi z ukrycia. Został nawet nakręcony film „Orgasmic
birth” przedstawiający fragmenty porodów,w których kobiety doświadczały orgazmu. Film
ten wywołał liczne kontrowersje, a przez niektórych odbierany był nawet w kategoriach filmu
pornograficznego (9). Kolejnym dowodem na to, że orgazm w czasie porodu zyskuje coraz
większe zainteresowanie nie tylko ze strony kobiet, ale też naukowców jest dysertacja
doktroska z 2007 roku nosząca tytuł „Sexual Experiences of Women during Childbirth”
(„Seksualne doświadczenia kobiet podczas porodu”), w której autorka przygląda się historiom
11 kobiet, które doświadczyly orgazmu w czasie narodzin (17).

Poród    jako    doświadczenie    kluczowe

Międzynarodowe stowarzyszenie DONA zrzesza kobiety, które zawodowo towarzyszą
innym kobietom w czasie ciąży, porodu i połogu. Kobiety te zawód swój określają nazwą
„doula” – co wywodzi się ze starogreckiego słowa oznaczającego służącą. Doule są dla
rodzącej wsparciem, podporą, przyjaciółką – jak położna zajmuje się zdrowie matki i dziecka,
tak doula dba o to, by potrzeby emocjonalne i psychologiczne matki było zaspokojone. W
standardy pracy douli wpisane jest uznanie i zrozumienie porodu, jako kluczowego
doświadczenia życiowego.
Łatwo jest myśleć o tym, że przyjście na świat dziecka to okres wielu zmian i przekształceń.
Powstają nowe obowiązki, pojawiają się nowe odczucia i nowy rodzaj odpowiedzialności.
Trudniej jest zaakceptować fakt, że samo doświadczenie i odczuwanie porodu może być dla
kobiety doświadczeniem kluczowym, wpływającym na wiele (jeśli nie na wszystkie) inne
aspekty jej  życia. Widać to szczególnie dramatycznie po kontakcie z kobietami, które
przeżyły trudne dla nich porody. Sheila Ketzinger, autorka wielu książek o tematyce
okołoporodowej i założycielka kryzysowego telefonu zaufania dla kobiet, donosi, że średnio
jedna na dwadzieścia rodzących odbiera poród jako przeżycie traumatyczne (1). Obecnie
mówi się już głośno o depresji poporodowej oraz o PTSD wywołanego traumatycznym 10

porodem, powstają nawet organizacje skupiające się na pomocy kobietom, w tych ciężkich
doświadczeniach (Birth Trauma Assossiation). Z drugiej strony kobiety, które doświadczyły
dobrych narodzin opowiadają, że jest to przeżycie, które odkryło przed nimi ich wewnętrzną
moc, siłę kobiecości oraz ich własne możliwości. Widzą poród, jako doświadczenie kluczowe
w ich  życiu. Powstają stowarzyszenia zrzeszające rodziców z dobrymi wspomnieniami
okołoporodowymi (Stwoarzyszenie Dobrze Urodzeni) oraz strony internetowe zbierające
historie pozytywnych narodzin (pieknyporod.pl, vivatporod.pl). Prowadzone są też akcje
społeczne wzmacniające świadomość tego, jak ważny dla kobiety jest okres okołoporodowy
(Fundacja Rodzić po Ludzku prowadzi zarówno kampanie społeczne jak  też specjalistyczne
szkolenia dla personelu medycznego).

Powiedz    mi    jak    urodziłaś ,    a    powiem    Ci…

Poród należy więc do całego kontinuum kobiecej seksualności, które można by opisać jako
współżycie – ciążą – poród – połóg – ponowna aktywność seksualna. Co prawda istnieją
badania mówiące o wpływie ciąży i porodu na pożycie seksualne, jednak badania te w
większości skupiają się na wpływie epizjotomii lub spontanicznego pęknięcia krocza na
możliwość wystąpienia zaburzeń, w tym dyspareunii (10,11,18).
Zdając sobie sprawę z istnienia tego kontinuum seksualności, którego poród jest nieodłączną
choć często zapomnianą częścią postanowiłam sprawdzić czy sposób, w jaki kobieta urodziła
dziecko wpływa na jej dalsze  życie seksualne. W przeprowadzonym badaniu chciałam
zaobserwować jakie czynniki mają szczególnie istotny wpływ na jakość pożycia intymnego
po porodzie, a które z wydarzeń okołoporodowych nie odgrywają istotnej roli dla dalszego
życia płciowego. Szczególnie interesujące było dla mnie czy istnieje wyraźna różnica w
funkcjach seksualnych u kobiet, które rodziły w pełni fizjologicznie od tych, które rodziły
drogą pochwową, ale poród wspomagany był interwencjami medycznymi.

Metoda    badawcza

W internetowej ankiecie składającej się z pytań zamkniętych i otwartych  oraz Skali Mell-
Krat wersja dla kobiet wzięło udział 176 respondentek, które w ciągu ostatnich pięciu lat
urodziły dziecko. Osoby badane zostały podzielone na 4 grupy, a kryterium podziału był
sposób, w jaki urodziły dziecko. W pierwszej grupie znalazły się kobiety, których poród
przebiegał fizjologicznie. Do drugiej zaliczono osoby, które urodziły dziecko pochwowo, ale
w czasie porodu miały miejsce interwencje medyczne. Trzecią grupę stanowią kobiety, które
urodziły poprzez zaplanowane cesarskie cięcie, zaś do ostatniej czwartej grupy należą te
respondentki, które podjęły próbę porodu naturalnego, ale ostatecznie konieczne było
rozwiązanie operacyjne.  W każdej z grup znalazły się 44 osoby badane.
Całość badania podzielona była na dwie części. W pierwszej części respondentki
odpowiadały na pytania dotyczące samego porodu łącznie z opisem doświadczenia porodu. W
drugiej części wypełniały Skalę Mell-Krat wersja dla kobiet. Sumaryczny wynik uzyskany ze
Skali Mell-Krat posłużył do określenia poziomu funkcji seksualnych i dał możliwość
porównania wpływu czynników takich jak miejsce i sposób porodu na funkcje seksualne.

Badanie    i    dyskusja    wyników

Uzyskany  średni wynik w Skali Mell-Krat różnił się znacząco między kobietami, które
urodziły drogą pochwową z interwencjami medycznymi od tych, które urodziły fizjologicznie
bez interwencji (p=0,03). Co ciekawe,  grupa kobiet, które urodziły zupełnie naturalnie
uzyskała największy średni wynik w Skali Mell-Krat (49,2 pkt.) podczas gdy najniższy wynik
należał właśnie do kobiet, które urodziły waginalnie, ale z interwencjami medycznymi (40,57
pkt.). Kobiety rodzące przez zaplanowane cesarskie cięcie oraz te, których naturalny poród
zakończył się cesarskim cięciem osiągnęły wyniki pomiędzy dwoma grupami kobiet, które
urodziły drogą pochwową uzyskując średnio 42,73 pkt. (planowane cesarskie ciecie) i 44,86
pkt. (poród naturalny zakończony cesarskim cięciem) (rysunek 1). Wyniki te pokazują,  że
kobiety, które urodziły naturalnie bez interwencji medycznych mają znacząco wyższe wyniki
na Skali Mell-Kratt również od kobiet, które urodziły poprzez planowane cesarskie cięcie
(p=0,04).
Należy tu zaznaczyć, że wśród kobiet, które urodziły fizjologicznie przeszło 40% rodziło w
domu lub w Domu Narodzin. Klasyfikacja do tego rodzaju porodu w Polsce jest długotrwała,
wymaga bardzo dobrych wyników badań oraz nienagannego wywiadu polożniczego. Kobiety,
które wybierają taki rodzaj narodzin są więc zdeterminowane, by urodzić naturalnie. Może to
pośrednio sugerować,  że nastawienie kobiety do rodzenia jest ważnym czynnikiem
kształtującym późniejsze funkcje seksualne.

W przeprowadzonym badaniu widać zależność zaobserwowaną w innych badaniach kobiecej
seksualności po porodzie, a dotyczącą wykonanego zabiegu epizjotomii (p=0,02). Kobiety,
którym nacięto krocze mają wyraźnie niższą średnią wyników na Skali Mell-Krat (40,2 pkt.),
niż kobiety, które nie przeszły tego zabiegu (46,38 pkt.) (rysunek 2). Oznacza to, że jakość
współżycia po porodzie jest w dużym stopniu zależna od tej interwencji medycznej. Jest to
szczególnie ważne biorąc pod uwagę fakt, że z raportu Fundacji Rodzić po Ludzku wynika,
że w Polsce (Fundacja Rodzić po Ludzku, 2010, s.11) „blisko 80% kobiet (…) miało nacięcie
krocza, w tym 60% z nich nie zapytano o zgodę na przeprowadzenie tego zabiegu. (…) W
niektórych szpitalach nacięcie krocza stosuje się u 100% rodzących” (17), podczas gdy
według badań naukowych (14, 15) i wytycznych WHO (16) procedura ta powinna przestać
być traktowana jako działanie rutynowe, a być podejmowana jedynie w nielicznych, ważnych
wypadkach.
Dodatkowo sprawdzono czy inne interwencje medyczne często wykonywane w czasie porodu
mają wpływ na  średni wynik w Skali Mell-Krat. Zaobserwowano,  że masaż szyjki macicy
powoduje wyraźne obniżenie wyników na skali – od średniej 45,2 pkt. wśród kobiet, które nie
miały go wykonanego do  średniej 38,33 pkt. wśród kobiet, które go doświadczyły.
Jednocześnie, ze względu na niewielką próbę kobiet, która miała wykonany masaż szyjki
macicy (N=13) nie można uogólnić tego wyniku na całość społeczeństwa.
Jednocześnie okazało się, że wynik na skali Mell-Krat nie jest zależny od takich interwencji
jak: czas, który minął od porodu, podanie syntetycznej oksytocyny w czasie porodu, przebicie
pęcherza płodowego. Co ciekawe nieistotne statystycznie na wynik na skali Mell-Krat
okazało się również podanie znieczulenia zewnątrzoponowego.

Różne są też średnie wyniki na Skali Mell-Krat w zależności od miejsca, w którym nastąpił
poród. Najwięcej punktów uzyskały kobiety rodzące w domu lub w domu narodzin (49,8
pkt.), niższe kobiety rodzące w prywatnych klinikach (47,69 pkt.), najniższe zaś te, które
rodziły w szpitalach państwowcyh (43,27 pkt.). Ze względu na mało liczne grupy (13 osób
rodzących w szpitalu prywatnym, 20 w domu lub Domu Narodzin) danych tych nie można
uogólniać.  Mając jednak na uwadze fakt, że porody prowadzone w domach bądź w Domach
Narodzin cechują się brakiem interwencji medycznych można zastanawiać się, czy wyżej
przytoczona punktacja nie jest odbiciem wpływu interwencji medycznych na funkcje
seksualne kobiet po porodzie. Jednak, aby w pełni odpowiedzieć na to pytanie potrzebne jest
kolejne badanie, które nie tylko uwzględni rolę interwencji medycznych, ale też takich
czynników jak relacja z partnerem, przygotowanie do porodu, samopoczucie w czasie
rodzenia, nastawienie personelu medycznego etc.

Porównano również czas podjęcia współżycia po porodzie z ilością zastosowanych
interwencji medycznych (p=0,03) i zaobserwowano, iż zachodzi korelacja między tymi
dwoma czynnikami: im więcej interwencji medycznych w czasie porodu tym dłuższy średni
czas wstrzymywania się od współżycia.  Średni okres wstrzymywania się od współżycia w
grupie kobiet, które urodziły naturalnie bez interwencji medycznych wynosi 1,97 miesiąca
natomiast kobiety, które urodziły z 4 lub więcej interwencjami ponownie podjęły współżycie
średnio po 3,88 miesiąca. Kobiety, które urodziły na drodze cesarskiego cięcia  średnio
czekały z ponownym aktywnością płciową 2,9 miesiąca.
Nie zaobserwowano związku między  średnim czasem wstrzymywania się od współżycia po
porodzie a wykonanym nacięciem krocza (p=0,4).
Ciekawe wnioski można wyciągnąć analizując ochotę na kontakty płciowe po porodzie i
relację partnerską oraz  średnie wyniki na Skali Mell-Krat. Ponad 48% respondentek
przyznało,  że ma mniejsze potrzeby seksualne niż przed porodem, 36% stwierdziło,  że ich
potrzeby seksualne nie zmieniły się, a ponad 15% określiło swoje potrzeby seksualne jako
większe niż przed narodzinami dziecka. Jednocześnie jedynie 17,6% respondentek określiło
swoje relacje z partnerem jako gorsze niż przed porodem, 51,7% określiło relacje jako taką
samą jak przed narodzinami, a 30,4% uznało relację partnerską za lepszą niż była przed
pojawieniem się dziecka. Na podstawie  średnich wyników na Skali Mell-Krat
zaobserwowano,  że kobiety deklarujące lepszą relację partnerską po porodzie uzyskują
wyższą liczbę punktów (49,59 pkt.) niż respondentki, które mówią, że ich relacja nie uległa
zmianie (43,13 pkt.) bądź pogroszyła się (38,74 pkt.) po porodzie (rysunek 4).
Wyniki takie zgadzają się z cyklem reakcji seksualnych wg Rossmerry Basson,  który
sugeruje, że w akcie płciowym ważna jest nie tylko potrzeba seksualna, ale też istotną rolę
odgrywają pozaseksualne motywy, takie jak potrzeba czułości, potwierdzenia atrakcyjności
czy chęć wzmocnienia więzi partnerskiej.

Podsumowanie

Praca ta pokazuje, że w przyszłych badaniach funkcji seksualnych kobiet po porodzie należy
rozgraniczyć kobiety, które rodziły drogą naturalną wraz z interwencjami medycznymi od
tych, których poród przebiegał w pełni fizjologicznie. Tym samym dotychczasowe
porównania funkcji seksualnych kobiet, które rodziły drogą pochwową z kobietami, które
rodziły poprzez cesarskie cięcie może być niemiarodajne, gdyż, jak widać w powyższych
danych, różnice w Skali Mell-Krat u obu tych grup są znaczące.

Jednocześnie otrzymane wyniki sugerują,  że potrzebne są dalsze badania, w szczególności nad wpływem takich
zmiennych jak nastawienie do porodu, strach przed prodem, rola wsparcia w czasie porodu a
odzyskanie funkcji seksualnych po narodzinach.
Warto również zrówcić uwagę,  że badanie to potwierdza negatywny wpływ zabiegu
epizjotomii na funkcje seksualne kobiet po porodzie.

BIBLIOGRAFIA
1.  Sheila Kitzinger, 2011, Kryzys narodzin, wyd. Mamania
2.  Film: Porodowy Biznes, http://youtu.be/w7XRoMlg_D8 (dostęp: 01.05.2014)
3.   Jannette Kalyata, 2014, Położna. 3550 cudów narodzin, wyd.
4.  Michel Odent, 2009, Odrodzone narodziny. Jak powinny rodzić się dzieci., wyd. Bela
Med
5.  Trybunał Europejski, Sprawa „Trovisky przeciwko Węgrom”
6.  Didierjean-Jouveau Claude, 2013, Poród bez granic, wyd. Mamania
7.  Ina May Gaskin, 2008, Ina’s May Guide to childbirth, wyd. Vermilion
8.  Ina May Gaskin, 2011, Duchowe położnictwo, wyd. Virgo
9.  http://kobieta.dziennik.pl/artykuly/88305,czy-podczas-porodu-mozna-miec-
orgazm.html (dostęp: 01.05.2014)
10. Sartore a. et al., 2004, The effect of mediolateral episiotomy on plevic floor function
after vaginal delivery, Obset Gynecol, 103: 669-673
11. Leeman LM1
, Rogers RG., Sex after childbirth: postpartum sexual function., Obstet
Gynecol. 2012 Mar;119(3):647-55.
12. Dana S. Belu, Nature and Technology in Modern Childbirth: A Phenomenological
Interpretation, Techné’16:1, Winter’2012
13. Danielle Harel, 2007, Sexual Experiences of Women during Childbirth A Dissertation
in Partial Fulfillment of the Requirements for the Degree of Doctor of Philosophy, The
Institute for Advanced Study of Human Sexuality San Francisco, California
14. Myers-Helfgott MG1
, Helfgott AW., Routine use of episiotomy in modern obstetrics.
Should it be performed?, Obstet Gynecol Clin North Am. 1999 Jun;26(2):305-25. 19

15.  Thacker SB, Banta HD, Benefits and risks of episiotomy: an interpretative review of
the English language literature, 1860-1980. Obstet Gynecol Surv. 1983
Jun;38(6):322-38.
16. WHO 1985, Poród nie jest chorobą
17. Fundacja Rodzić po Ludzku, 2010, Nacięcie krocza – konieczność czy rutyna
18. Serati M. et al., Female sexual function during pregnancy and after childbirth. J Sex
Med. 2010 Aug;7(8):2782-90
19. Sylwia Szwed, 2014, Mundra, wyd. Czarne
20. Michel Odent, 1995, Cesarskie Cięcie a poród naturalny. Wątpliwości,
konsekwencje,wyzwania, wyd. Fundacja Kobieta i Natura
21. http://www.thefarmmidwives.org/preliminary_statistics.html (dostęp: 01.05.2014)

Podaj dalej!Pin on Pinterest0Share on Facebook15Share on Tumblr0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+0